czwartek, 31 stycznia 2013

BĄBLOWY OTULACZ NA DRUTACH
Do mojego koszyka z czapkami, szalami i rękawiczkami dołączył "nowy". Jako, że od niedawna jestem sympatyczką czerwieni więc i "nowy" jest czerwony. "Nowy" to oczywiście otulacz, zrobiony z tej samej wełny co rękawiczki. Robótka toczyła się na podwójnej nitce i drutach 8 mm. Zrobiłam 25 oczek + 2 oczka brzegowe. 3 oczka przerabiałam na prawo i z następnego oczka przerabiałam 5 oczek. Po dłuuugim czasie powstał mój "nowy".




Z jednego oczka zrobiłam 5 oczek. Nie wiem jak to fachowo opisać, po prostu nie ściągając z druta oczka przerabiałam nitkę raz na prawo, raz na lewo, aż do pięciu.  Robótkę odwróciłam i przerabiałam te pięć oczek na lewo, po czym znowu odróciłam i przerabiałam na prawo. I tak pięć razy.





Po szóstym przekręceniu robótki  przerobiłam 5 oczek w jedno .


W ten sposób powstał "bąbel".



Powstało 6 bąbli w rzędzie, a rzędy z bąblami robiłam co pięć. Łącznie wyszło 31 rzędów bąbli, tak więc spokojnie mogę się zawinąć na dwa razy ;)




Kiedy się już uwinęłam z moim "nowym", pobiegłam do sklepu po wełnę na "razem-petki" i do dzieła!

Pozdrawiam serdecznie!

wtorek, 15 stycznia 2013

MICHASIOWE BUTKI - ROBIONE NA SZYDEŁKU I DRUTACH
Moja kuzynka sprawiła sobie i swoim najbliższym najpiękniejszy prezent gwiazdkowy jaki można sobie wyobrazić. Urodziła ślicznego, zdrowego synusia. Niech rośnie NA POTĘGĘ!
Wieczorek zapoznawczy z małym Michasiem był dla mnie, przyznaję, wyzwaniem. No bo, że udam się z paczką "pampersów" to rzecz oczywista, ale co jeszcze od cioci? I tak sobie pomyślałam o szydełkowych, ciepłych skarpetusiach. Tak do końca szydełkowe nie są, bo to moje pierwsze i pewne części bucików okazały się tymi "pod górkę". W ruch poszły zatem druty. No i było już "z górki" ;)


Zaczęłam oczywiście szydełkiem od "gilgotki", czyli podeszwy. Na zakrętach w kolejnych okrążeniach dodawałam oczka, by gilgotka była płaska.



Po otrzymaniu odpowiedniej wielkości stópki, przeskoczyłam na oczka ścisłe i robiłam kolejne okrążenia już bez dodawania oczek. Tak powstały "boki" butków.


I tu pojawiła się owa "górka". Próbowała ciocia na różne sposoby tego bucika zamknąć szydełkiem...i ciągle coś było nie tak. A to nie ten splot, a to zbyt mało elastycznie...trzeba było ostatnie szlify zakończyć drutami.



I jeszcze cholewka. Ściągacz pojedyńczy na tak małą nózię wydał mi się odpowiedni. Cholewki są dość długie, żeby buciki się nie zsuwały, ale można je także odwinąć.



A że lubię pompony...to i butki nie mogły być bez nich.



Mam nadzieję, że skarpetusie się spiszą i ogrzeją nóżki Michasia podczas zimowych spacerków.

Pozdrawiam serdecznie!